14 lis 2017

Rozdział 1

Rozdział 1
Potwór z lasu


Pani Thompson przechodziła właśnie z salonu do kuchni po kolejną dokładkę serniczka, kiedy coś wielkiego, czarnego przebiegło tuż koło jej okna. Na początku myślała, że się jej przywidziało, ale kiedy przystanęła na środku pokoju i uporczywie zaczęła wpatrywać się w okno, z którego widoku nie przysłaniała fiołkowa zasłonka, zobaczyła to znów. Tym razem dalej. Czarne, wielkie, długie.
Wije się. Wije się do lasu.
Pani Thompson stała tak nieruchomo przez kilka następnych minut, dopóki nie straciła z oczu tego czegoś. W tym czasie poczuła jak powoli ogarnia ją strach, a jej ciało przechodzi nieprzyjemny dreszcz. A co jeśli tu wróci i ją zabierze?, zaczęła niespokojnie kręcić się po domu, wszędzie zapalając światła. Dwa razy sprawdziła zamki. Trzy razy zamykała wszystkie okna. Cztery razy przysiadała na kanapie.
Aż w końcu wiedziała co ma robić.
Złapała za telefon.
Kiedy na posterunku policji rozbrzmiał dzwonek telefonu, na zegarze wiszącym nad biurkiem zastępcy szeryfa, Boba Hoffa, wskazówki zatrzymały się na jedenastej pięćdziesiąt osiem. Hoff miał już kończyć swoją zmianę; równo o północy miał zamiar opuścić posterunek, jednak nic nie mogło pójść po jego myśli.
Jak zawsze, pomyślał.
— Tak, słucham? Posterunek policji w Clifton. W czym mogę pomóc?


Dwadzieścia minut po północy szeryf Clifton — Mike Groom — przyjechał służbowym samochodem pod mały domek pani Thompson. Znajdował się on przed lasem dzielącym Clifton z innym, małym miasteczkiem i z tego, co pamiętał szeryf, jeszcze gorszym.
Z uwagi na to, że Hoff kończył już swoją zmianę, to szeryf musiał przyjechać do domu pani Thompson. Nie był z tego zbytnio zadowolony.
Z trzaskiem otworzył drzwi od auta i wysunął się z fotela kierowcy z wielkim hukiem. Szeryf był bardzo postawnym mężczyzną z jasnobrązową brodą i wąsami, dlatego nawet bez stroju służbowego i odznaki, łatwo można go było z daleka rozpoznać. Tak było też tego wieczoru, bo sześćdziesięcioparoletnia pani Thompson dostrzegając w ciemności postać o posturze pasującej do Mike’a Grooma, wyskoczyła z domu, pchnięta chyba chwilową potrzebą wypłakania się ze strachu.
— Och, jak dobrze — łkała — jak dobrze pana widzieć, panie szeryfie. Jak dobrze! To tu było. Było tu.
Złapała się kurczowo potężnego ramienia policjanta i uderzyła głową o jego klatkę piersiową.
— Wielkie. Czarne. Przerażające. Pełzło w stronę lasu. — Podniosła głowę i wskazała palcem w miejsce, gdzie ostatnio widziała to stworzenie. — O tam. Proszę mi pomóc. Prosze mnie ratować!
Znów zaczęła zawodzić.
Mike Groom potrząsnął głową i odsunął od siebie delikatnie panią Thompson. Rozejrzał się dookoła, ale ostatecznie jego wzrok spoczął na wskazanym wcześniej miejscu. Niczego tam nie widział, niczego też nie czuł. Oczywiście prócz głodu. Nie jadł jeszcze kolacji, nie miał na nic ostatnio czasu. A teraz jeszcze musi użerać się ze staruszką, która miała jakieś zwidy.
Co to Clifton z nim robiło? Już po północy, a on bez kolacji.
— Szanowna pani Thompson, proszę spojrzeć — powiedział w końcu — niczego tu nie ma. Niczego. Musiało się pani wydawać. Czasem nocą i ja tak mam. Oglądamy jakieś głupoty w telewizji…
Dobrze dobrał słowa. Pani Thompson kiedyś już zadzwoniła na policję bez żadnego powodu, a przynajmniej żadnego realnego. Zasnęła przed telewizorem, a kiedy się przebudziła, było już dawno po drugiej w nocy. Trafiła akurat na horror o zombi. Następnej nocy podobno jeden z nich przechadzał się po jej ogródku.
— W telewizji jest wiele głupot, które potem działają na naszą wyobraźnie.
Patrzyła na niego niedowierzając. Chwilę pomrugała, a potem nie do końca przekonana, powiedziała:
— Ale ja jestem pewna, że TO tu było. Michael, musisz mi uwierzyć. To nie tak jak ostatnim razem, nie, nie. To rzeczywiście były tylko przywidzenia, ale — energicznie gestykulowała rękami — w tym przypadku jestem pewna, że to widziałam. W tym mieście coś się dzieje, coś o czym my nie mamy pojęcia…
— Na ile procent? — Szeryf założył ręce.
— Ale co?
— Na ile procent jesteś pewna, że to działo się naprawdę?
Pani Thompson zwróciła swój wzrok w stronę lasu. Ciemno. Głucho. Wszystko w tym krajobrazie było niepokojące i tajemnicze. Otwierała już usta, żeby powiedzieć o tym, że nigdy w życiu nie była niczego tak pewna, jak tego, że w lesie grasuje przerażający potwór, kiedy poczuła jak oblewa ją zimny pot. A co jeśli zamkną ją w wariatkowie? Co jeśli pomyślą, że jej mózg jest już bezużyteczny? Stary, zardzewiały i — och, nie — popsuty. Tak właśnie mogą pomyśleć. Oni. Wszyscy.
— Na siedemdziesiąt dwa. Albo sześćdziesiąt osiem — odpowiedziała, ale słysząc, że szeryf westchnął głośno z dezaprobatą, dodała: — Michael, proszę cię, sprawdź to.
Groom wykrzywił ponurą twarz w grymasie niezadowolenia i cmoknął głośno.
— Postaram się, pani Thompson. — Ruszył w kierunku samochodu. — A teraz niech pani idzie do domu. Musi się pani przespać.
Otworzył drzwi jeepa i wsiadł do środka. Odczekał jeszcze chwilę, zanim staruszka weszła do domu, a potem zamknął drzwi i odjechał ciemną, wąską drogą w kierunku centrum Clifton.
Michael podrapał się po brodzie, cały czas trzymając drugą rękę na kierownicy. Gdzie on zapodział numer do córki Thompson? Powinien sprawdzić w domu, razem ze wszystkimi papierami, tam gdzie trzymał numer do pizzeri.
Już kiedyś musiał dzwonić do córki pani Thompson. Dokładnie dzień po wydarzeniu z horrorem o zombi. Miał go zapisanego na kartce, w razie czego, jakby staruszka sprawiała jakieś problemy. Choroby psychiczne w jej rodzinie podobno nie były rzadkością. Groom chciał zasugerować kobiecie, że jej matka nie powinna już mieszkać sama. A co jeśli zrobi coś sobie w napadzie strachu?
Zdążył wjechać do centrum miasta, kilka ulic przed posterunkiem policyjnym, kiedy wywołano go przez radio.
— Szeryfie — odezwał się szorstki, lekko zaniepokojony głos — Córka Matthewsów coś znalazła przy swoim domu. Mówi, że kogoś zabili, ale nie wiem czy naprawdę. Jestem w drodze.
— Przyjąłem. Będę za pięć minut — powiedział Michael, po czym z piskiem opon zawrócił.  
W głowie miał tylko słowa pani Thompson i wielką nadzieję, że jest tylko głupią, starą babą.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon
©Sleepwalker
WS